Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z niemowlakiem.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z niemowlakiem.... Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 listopada 2012

Wreszcie się pojawił!!!

To jest ten dzień!
Wyczekiwany...
Wymarzony...
Upragniony....
...............
Mogłabym długo wymieniać jaki ten dzień jest....
ale najważniejsze, że wreszcie jest!!!

Że się pojawił!!!

PIERWSZY ZĄBEK!!!

Zauważyłam, a raczej wymacałam go w piątek wieczorem.
Mój Bąbelek od X czasu dzielnie broni dostępu do swojej buźki i nie chce się chwalić jej zawartością.
Wygląda to mniej więcej tak:


I właśnie dlatego nie mamy zdjęcia ząbka, ale ON tam jest!!!

Taka mała niespodzianka!!!
Ledwo, ledwo wystaję z dziąsełka.

Najlepsze w tym całym oczekiwaniu jest to,
 że już od 5 miesiąca co chwila podejrzewaliśmy,
że ząbek pojawi się na horyzoncie lada moment....
Podwyższona temperatura - "pewnie idą zęby";
Marudzi - "pewnie zęby";
Nie chce jeść - jak wyżej...
itd. 

A teraz kiedy naprawdę był blisko, nic na to nie wskazywało....
Żadnej gorączki, problemów z jedzeniem, spaniem, kupą, żadnego marudzenia....

Oby z kolejnymi było tak samo!!!



środa, 14 listopada 2012

Pierwsze słowa synka i zapiekanka na obiad.

 Słów kilka o słowach mojego synka....
i grzybowe wspomnienie...
 zapiekanka z maślakami.


 Bąbelek pierwsze swe słowa wypowiedział już bardzo, bardzo dawno temu. 
Po raz pierwszy zawołał swoją ciocię Agnieszkę - krzycząc jej do ucha: Aaaaga!!!! - udało się spryciarzowi...
Później przyszła pora na mamę, czyli mnie!!!
Brzmiało to mniej więcej tak: mmmmmmmamamamamama....
Tak, tak... Wiem... on wcale nie wiedział co mówi.... To tylko gaworzenie... I takie tam...
Ale tak czy inaczej serce człowiekowi mocniej zabiło, a i łezka w oku się zakręciła...
Śmiechu też było nie mało, kiedy to tatuś posadził syna przed sobą i powtarzał mu:
- TATA TA TA TATA powiedź: TA TA...
na co synek, patrząc z uśmiechem tacie prosto w oczy:
- MAMAMAMAMAMAMAMMMMM

Jak mojemu kochanemu synkowi jest źle to woła: mammma....mammma...
A jak jest zły; to wrzeszczy:
MAMOOO!!!!


Teraz na topie jest babcia: 
BABA jest przez mojego synka odmieniana przez wszystkie przypadki, liczby itp. Potrafi tak całymi... kwadransami... (Kto ma niemowlaka w domu ten wie, że kwadrans to dla niego cała wieczność - mój Bąbelek w ciągu jednego kwadransa potrafi: zjeść, poczuć się strasznie zmęczonym i sennym, zasnąć, wyspać się i broić od nowa - wszystko to w te jedyne 15 minut. Też bym chciała regenerować siły w ciągu 5 min snu...)

Upragnione Tata padło dokładnie 4 razy, przy czym 3 razy słyszała to tylko mama, a dumny tatuś usłyszał to dopiero wczoraj wieczorem, kiedy jego Synuś wyszeptał: ta-ta.


Dzisiejszy poranek należy jednak do dziadków, tak tak - to ich dzień!!!
Od rana tylko: da-da da-da!!!
 
Świat słówek mojego Syna nie kończy się na członkach rodziny...
Jest jeszcze:
Am - używane zwykle w głodzie.
Ubu - znaczy pokaż mi to...
Uuuu - to na dzień dobry i na do widzenia.
Ło! - jako okrzyk zachwytu.
etc...

No, ale wracajmy do kulinariów i do maślaczków moich ukochanych...

Mój Mały Kuchenny Pomocnik :)

Zapiekankę tę przygotowałam gdy przyjechali do nas moja Siostra Paulina z Grześkiem.
I smakowała im, dlatego też dzielę się z Wami tym przepisem.










Zapiekanka ryżowa z maślakami.
Składniki:
1 szkl. ryżu;
150 g sera żółtego;
200 g maślaków (mogą być inne grzyby);
pierś kurczaka;
papryka zielona;
papryka czerwona;
cebula;
sól, pieprz, papryka w proszku.


Gotujemy ryż - na szklankę ryżu - dwie nie pełne szkl. wody. Doprawiamy solą, pieprzem. Ugotowany ryż (taki lekko wodnisty) przekładamy do naczynia żaroodpornego. Na ryż układamy plastry sera żółtego; posypujemy papryką. Pierś kurczaka myjemy, kroimy w kostkę i przyprawiamy solą i pieprzem. Podsmażamy. Dodajemy oczyszczone i pokrojone grzyby z cebulką pokrojoną w kostkę - smażymy chwilę razem. Dodajemy papryki pokrojone w paski, mieszamy i ściągamy z ognia. Wykładamy wszystko na ryż z serem. Przykrywamy ponownie serem i posypujemy papryką. Pieczemy w piekarniku około 30 min. w temp. 180.
Podajemy z zieloną sałatą.

Smacznego!!!



wtorek, 13 listopada 2012

Co w "maminej" torbie piszczy... A do tego placek z dżemem.

Dziś trochę o mojej torebce i przepis na placek :)

Podejmuję temat torebki...
Zainspirowana Matrioszką i Patty też zajrzałam do swej torebki...

Po pierwsze: 
od kiedy jestem mamą moja torebka zmieniła rozmiar... o dziwo z wielkiej, opisywanej na allegro jako: mieszcząca A4 na małą, malutką z wielkim paskiem - żeby można było przewiesić ją przez ramie i mieć pewność, że nie spadnie... 

Po drugie:
noszę nie jedną, a dwie torby... Zwykle ta druga przypięta jest do wózka, więc nie jest źle :)

A co w nich piszczy....
same najpotrzebniejsze rzeczy :p

niedziela, 23 września 2012

Wspomnienie wakacji....

Lato się skończyło. 
Jesień wita nas całkiem ładną pogodą, w sam raz na rodzinny spacer z Bąbelkiem...
I w sam raz na wspomnienia o wakacjach... 
Krótkich, ale bardzo udanych. W tym roku wyjechaliśmy tylko na weekend do Kazimierza Dolnego. Obawialiśmy się jak taka podróż będzie wyglądać z Młodym, ale nasz syn zaskoczył nas bardzo pozytywnie. Nie było problemu w samochodzie, ani ze spaniem w obcym miejscu, ani też z jedzeniem butelki w restauracjach - tu się zatrzymam... w niektórych restauracjach udało nam się nawet znaleźć przewijak albo przynajmniej miejsce gdzie spokojnie można dzidzię przebrać!!! Nie mogę powiedzieć tego samego o stacjach benzynowych.... Zatrzymaliśmy się na kilku różnych, żeby nogi rozprostować, skorzystać z toalety, przebrać Małego i tu ZONK. Nie było na żadnej przewijaka, mało tego nie było nawet miejsca gdzie można by się rozłożyć z własną matą, którą chyba każda mama czy tata ma w swojej czyt. Maluszkowej zawsze wypchanej po brzegi torbie.
Przewijanie na tylnym siedzeniu samochodu do przyjemnych i łatwych nie należy, zwłaszcza, że przy takiej wyprawie z maluchem oprócz fotelika jest cała masa "niezbędnych maluszkowych rzeczy" na tylnej kanapie... Ale cóż daliśmy radę!!! Po powrocie do domu przypomniało mi się, że słyszałam w telewizji o takiej akcji Mam z Cieszyna: "Tankujesz. Przewijasz". Okazuje się, że nie tylko my mieliśmy z tym problem...
Tankujesz. Przewijasz. Polecam Waszej uwadze :)

Ale miało być przyjemnie, a ja tu z przewijakami wyjeżdżam...

Wracam więc do celu naszej podróży:
Kazimierz Dolny - mekka artystów. 
Specyficzny klimat, w którym naprawdę można wypocząć i zapomnieć o codzienności. A że my niespokojne duchy jesteśmy to ten wypoczynek połączyliśmy ze zwiedzaniem, a jest co zwiedzać :)
Wspaniałe miasto, mili ludzie i najwspanialsza czekolada do picia jaką miałam okazję wypić... A trochę ich już w życiu spróbowałam... 
W Cafe Faktoria - Manufaktura czekolady podano nam napój bogów... gęstą, aksamitną czekoladę. Pyszności... Na samą myśl o niej moje kubki smakowe wariują!!!


 Pisząc o Kazimierzu nie można nie wspomnieć o drożdżowym Koguciku. 


Podobno dawno, dawno temu mieszkańcy składali w ofierze złym duchom koguty, co miało ustrzec ich przed złem. Kiedy brakło już kogutów, młody piekarz postanowił zastąpić je kogutami z ciasta, duchy nie zauważyły różnicy i tak już do tej pory zostało. W Kazimierzu wciąż piecze się drożdżowe koguciki :) Tyle mówi legenda, a w praktyce to bardzo smaczna pamiątka z Kazimierza :) 


Trzymajcie się ciepło!!!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...